czas zacząć grać coś po ludzku.
Bardzo serdecznie zapraszam na imprezę autorska "Rockin' Cover Party" organizowaną przez Jakuba Tabaczewskiego i Jakuba Hołaja występujących pod wspólnym szyldem Epsilon Inc.
Składać się będzie z rockowych interpretacji największych hitów muzycznych ostatniej dekady (tzw. coverów wspieranych niekiedy remiksami kultowych utworów).
Wśród utworów usłyszycie m.in takie przeboje jak: Another brick in the wall, Personal jesus, Enjoy the silence, Knockin' on heaven's door, White Wedding, Eleonor Rigby, Power of Love wykonywane przez takie gwiazdy jak: Guns 'n' Roses, Metallica, Marilyn Manson, Him, Korn, Rob Zombie i wielu innych.
2 Marca Graffiti Piłsudskiego 13
start: 20:00
Wstęp: tylko 5pln
Browar: tylko 4pln

Wiersz napisany na prośbę kolegi.
Dla białego.
„Pożegnanie”
Za mgłą
Za mgłą szeroką i przepastną stoję
W starym jesiennym płaszczu ubrany
Z wzrokiem wbitym w punk na ścianie
Za mgłą
Wspomnienia, ciche szepty pozostawię
Ukradkiem szeptane do ucha
Odchodzą jak krótki sen na jawie
Za mgłą
Pozostaję ukryty jak partyzanci
Pośród liści i drzew spokoju
Nie szukaj, nie jesteśmy warci
Za mgłą
Oczami wodzę na pożegnanie
Szukając sekretnego wyjścia
Kryjąc się przed kochaniem
Za mgłą
Co puchem delikatnym skrywa duszę
Żegnaj, odchodzę, przepraszam
Zostawiam ciszę, tak muszę.
skomentuj (4)
pierwsza notka anno domini 08.
ostatnio nie było weny. wróciła. pojawi się mam nadzieję wiecej.
„Do A”
Po drugiej stronie lustra stoisz,
Stojąc, w oczy patrzysz się
Lekko skrytym wzrokiem starasz prosto stać się mną
Stoisz i wciąż w oczy patrzysz me
Poprzez lustro w głębi widzisz je
Lecz cóż z patrzenia tego?
Cóż z cóża, w oczach głębia
Cóż w oczach a cóż w głowie ma? cóż począć, kiedy szukam?
Rozglądam się, szukam i nic
Nic wokół nie widać, nawet cień twój już znikł.
Oparty o ścianę czekam,
Rozglądam się nerwowo, ogarniam pusty lokal
Z uchem przytkniętym do drzwi
Słucham, nasłuchuję, słucham
Kroków na klatce schodowej twych szukam.
nie lubię niedziel. właśnie o tym rozmawiałem z koleżanką na gg. są takie rozlazłe. nudne. i rodzina sie co jakiś czas na obiadek zwali do domu.
siedzę z winkiem, dawno nic nie pisałem, naszło tak jakoś.
„Raj”
Wstań
Otwórz oczy
I zamknij. I nie otwieraj
Dopóki nie pozwolę
Idź po omacku, szukaj…
Kierując się wskazówką wewnętrznego ciepła mego ciała
Błądź, zgub się, a potem znajdź.
We mnie.
Wewnątrz słońce mocno świeci,
Po promieniach na policzku
Trafisz, w głąb, tam, o tam! do środka.
Tam, gdzie ciepło ciebie spotka…
dziś kolejny cytacik. kilka słówek które mają znaczenie, ba żeby jedno, to jest jak encyklopedia, można do nich dorobić tyle znaczeń, tyle snów, słów i podwójych den może rozwiazywać i ukrywac jednoczesnie to co kazdy z nas móglby na swój własny sposób zainterpretowac tymi słowami...
"pocałunek to zaginiona forma sztuki"
czy ona taka zaginiona? nie wiem.
wiem ze zawsze byłem dobry m artystą. szkoliłem się i pilnie chłonąlem nowe pokłady wiedzy w tej materii. teraz jestem dobrym artystą. wirtuozerem...
wpadła mi dziśdo rąk taka jedna piosenka.
zespół sie nazywa Human, nikomu nienznany istnieje 13 lat, powstali w 1994, mają jedną płytę. już ją zassałem oczywiście i słucham i słucham i zatrzymałem sie na jednej piosence...
miliony takich piosenek jest, o takich słwoach, o takiej melodji, ale ta mnie urzekła. piękna. piękna...
Słońce Moje - Human
To było jak krótki sen
Kochałem tak jeden raz
Wierzyłem w tę miłość tak
I nagle rozpadł się świat
Bo kochać to jedno jest
A drugie kochanym być
Ooo! Cała miłość ma dla Ciebie jest!!!
Pamiętam dokładnie twarz
W jej oczach widziałem raj
Chodziliśmy pośród drzew
Kochaliśmy cały świat!
Co warty człowiek jest?
Jak krótka jego droga
Co warty człowiek jest
Gdy nie ma w sercu Boga?
To było jak krótki sen
Kochałem tak tylko raz
Chodziliśmy pośród drzew
Ja chciałem dać jej cały świat!
A kiedy wybiorę się
W tę drogę, ostatnią z dróg
Zabiorę ze sobą bzy
Tak je kochałaś, więc dam, dam je Ci
...Słońce moje
mało ostatnio pisżę. tak jakoś wychodzi. ale nie zawze słowa wszystko oddają. ba, słowa niemal nic nie umieją oddać.
dziś za to taki banalik, ale piękny. ostatnio tylko takie rzeczy tu się znajdują. czasem wyrwane z kontekstów, czasem niezrozumiałe, czasem totalnie banalne a czasem tak bardzo oczywiste.
"miłość jest jak wiatr/. nie widzisz jej ale czujesz"
mówiłem że jestem dziwny? czasem wpadają mi do głowy różne teksty, urwane linijki słów, urwane myśli, kilka zwrotów które umują, przekazują coś do głowy, człowiek zaczynam myśleć, trybić, zastanawiać się...
"schowaj mnie w swoich ramionach...
...powodujesz mój uśmiech..."
wczoraj była cudna burza. stałem. mokłem i już nawet deszcz nie miał w co wsiąkać, totalnie przemoczony czułem się cudnie, wspaniale, genialnie ;]
Integralną częścią deszczu
Jestem, nie od dziś to wiem.
Integralnie w deszczu stoję, moknę,
W ciszy niebo modląc się.
Krople po policzku płyną, łzy osłodzą
Krew wymyją, życie w serce jej zabiją.
Integralną częścią deszczu
Pośród miejskiej dżungli stoję
Drzew brakuje, puste słoje,
Na deszczówkę wystawione, brudne, rąbki wyszczerbione,
Jednak bardzo zasłużone, w plecaku noszone
W środku drobne oszczędzone.
Integralną częścią deszczu,
Byłem, będę, być dziś chcę.
W górę patrząc, gardło zdzieram
W stronę tamtą niosę śpiew
Ktoś był łaskaw mnie posłuchać
Niebo pociąć, coś wydukać
Integralną częścią deszczu
Czekam, na pioruna trzask.
Przemoknięty stojąc spływam
Spływa z tobą twoja twarz.
Podpalony lekko strój, wołam
"pruj piorunie, pruj!"
[..] cudownie jest mieć świadomość że gdzieś tam jest ktoś
kto czeka
kto tęskni
dla którego jest się pierwszą myślą kiedy budzi się rano
i ostatnią kiedy zasypia [...]
witam po przerwie ;] długiej przerwie ;] dłuuuuuuuuuuuuuuuuugiej ;]
obiecuję poprawę, obiecuję że postaram się by to miejsce znó ożyło i tętniło życiem jak kiedyś, było odwiedzane, lubiane i miało nie mniejszy klimat jak dawniej ;]
hołaj is back!
:)
moby- 'hotel'. nie wiem który to już raz. 300 może 400. po 100 straciłem rachubę. 'temptation' 'love should' 'forever' 'homeward angel'... piękne ballady. piękne. dołujące. smucące. żaluzje jak zawsze zakmnięte. w pokoju jak zawsze ciemno. i tak od pewnego czasu. niewytłumaczalne? chyba tak. po prostu. łzy, smutek, dół, chandra, kumulacja jak w totolotku. i codziennie główna wygrana...
"w mojej głowie"
w mojej głowie,
ktoś dziś powie,
że porządek dzisiaj zrobię,
każdy tylko myśli sobie
co ja nosze w mojej głowie,
a ja sam się dziwię sobie
że sprzątanie niegotowe.
w mojej głowie
szepty ciche, myśli, słowa
mruczą, miłe są w dotyku...
lecz to złuda, maska moja
w głowie wielka paranoja
ból, tęsknota, smutek wielki
wszystko sypie się
jak lawina toczy się.
rany. goić nie chcą się
nie chcą, nie potrafią.
miłe słowa, miłe szepty,
miłe rany uczyniły,
dziurę wielką wyrządziły...
zaszyć co zniszczone nie chcą
igłę z nitką dziś podepczą...
eh :(
edit: wieczó tego samego dnia, zwrot o 180 stopni. takie małe szczęścia jednego dnia, a jutro znowu to samo. i tak od ponad miesiąca...
mówiłęm zę moje wiersze są czasem porąbane totalnie, niby o bezdecie, a jednak czasme lubię pisać o czymś o czym normalny człowiek by nie napisał.
proszę o komenatrki :)
"Dywan"
kanapa, tapczan, dywan
dywan? wciąż miękki i puchowy
gotowy
gotowy na ciężar mojej głowy
zwalonej, złożonej na skrawku
złożonej w desperacji i ostatku
sił ostatku...
dywan latający
w powietrzu migrujący,
dwyan ostoja piękna domowego,
dywan magazyn kurzy wszelkiego
dywan. karpet pospolity
a jednka to dywan wciaż
a może to coś więcej?
chusteczka jedwabna?
pod przykrywką twardej dywanowej tkaniny
leży, maskuje się
my tego nie widzimy
depczemy, chodzimy,
a kiedy zobaczymy?
dywan, tajemniczy partyzant
leży przytulony do podłogi
czeka aż ktoś wytrze nogi
czeka na nasze po nim kroki
wtedy wie że jest niewidoczny
zamaskowany partyzant...
to niebywałe że w tak krótkim czasie 2 notki. coś mnie wzieło na pisanie, coś lub ktoś. coś czego wyrazić nie umiem. coś. jest taka piosenka zespołu Londyn "Coś w nas". właśnie coś siedzi we mnie.
wiersz dziwny jak na mnie, jakieś rymy chyba to sie nazywa, to rzadkość u mnie jak wiecie piszę białę zazwyczaj. wiersz jak śmietnik ale, hm no jakiś taki.
jest taki skecz Grzegorza Halamy w którym jest powiedzenie: "wąż i kura dwa bratanki, wąż pożyczył kurze szklanki. tak mi sie jakoś skojarzyło. i powstał...
"Dziwoląg"
chmury.
pierzaste stwory toczą u góry.
niczym syte żółwie z powolną prędkością,
migrują lewitując pchane wolnością.
kury.
w kurniku mają swoje dziury.
ziarno, słoma, białe jajko,
kura, rożen, zapiekanko.
automat.
bestialska maszyna, bankomat.
banknociki, rachuneczki, piny,
cóż tu robić, czas na kpiny.
sensu szukać póżno przecie.
późna noc, glupoty plecie.
mąci, kmini, jarzy, kuma
szuka słów, rymuje, wkuwa.
i choć śmiesznie mu wychodzi,
wam to czytać dziś przychodzi.
komentujcie.
od dziś notki będą wierszami. a w zasadzie będą tu się pojawiać wiersze, głównie wiersze, czasem zwykłe notki. proszę o ocenę.
ten wiersz dedykuję pani która o 1:26 w nocy zainspirowała mnie do napisania go. Dziękuję Asiu :)
"Poranek"
Niezwłocznie do życia budzi się.
Jak zawsze rozczochrany.
Niezwłocznie jak co dzień przeciąga się w puchowym łożu,
niezwłocznie wstaje, wcześnie przed wszystkimi...
on musi być pierwszy.
na kwiatach rosa, kropla nadzieji
czeka na pierwszego przechodnia,
czeka dopóki nie wzejdzie słońce,
by niczym vampir uschnąć, ujrzawszy pierwsze promienie
życiośmiercionośne.
kartka.
w kratkę.
długopis.
linijka tekstu.
napis.
"nadzieja właśnie budzi się w nas"
dopisek, kulawym niebieskim drapakiem
"nie daj jej zgasnąć za wcześnie"
podpis
"nie daj już nigdy"
poranek, slońce, kawa, herbata,
nadzieja na nowy dzień.
lepszy.
TO JUŻ JEST KONIEC NIE MA JUŻ NIC...
złamane serce boli przez całe życie. pisałem przez nią wiersze. była natchnieniem. ale takiego wiersza nigdy nie chciałem napisać. wrócę może kiedyś jak wyleczę rany.
"kolczatka"
igła.
chuda, zakończona śmiercionośnym ostrzem
w portfelu miałaś
zdjęcie, pieniądze. i igłę
chuda, zakończoną śmiercionośnym ostrzem
cienka chuda igła, ostra niczym lanca
tnąca halabarda zakończona plugawą buławą
jedna mała igła
trzymana w ręku, błyszczy
wetknięta w serce, kuje
krwawi, cieknie, rizlewa się
krew, uczucia płyną
dryfują, nękają studzoną głowę
krew wypływa
schnie, paruje
w głowie zostaje igła
chuda, zakończona śmiercionośnym ostrzem
wetknięta do środka
wbita niczym trujący sztylet
leczy, ciebie leczy
mnie kaleczy
...
życie zgaszone w jednej sekundzie, zdeptane boli. kolejny raz byłem zabawką, a to kurewsko boli. nie umiem wstać i chyba nie chce. bo byłem w miejscu z którego zchodzić nie chciałem. w miejscu w jakim już nigdy nie stanę...
... to znaczy dziękuję.
mahalo za wszystko. za każdą chwilę, za każdy dzień.
arigato.
to też znaczy dziękuję, tyle że po japońsku. arigato za to że jesteś.
jak widać takie bezczynne siedzenie w domu jak dziś, kiedy człowiek wstaje o 11 wyleniwszy sie niemiłosiernie, nie idzie na wykład, bo wykład nudny, więc po kija iść i zostaje w domu z myślą 'poopierdalam się na maxa' może przynieść zupełnie niespodziewane przemyślenia. niby człowiek sobie już to milion razy uświadamiał, już te myśli gdzieś były, ale jednak za każdym razem kiedy zdarza mi sie tak myśleć, kiedy myślę o niej i dochodzę do jakichś przemyśleń to zawszę w głowe zachodzi mi jedna myśl "cholera, jak ja ją kocham". bo na normalnego zdrowo-rozsądkowego umysła biorąc, to tylko totalnie zakochanym człowiekiem, niewidzącym świata poza tą jedną jedyną trzeba być, żeby cieszyć się od nowa, wzruszać, budzić w sercu coraz większy żar, kiedy po raz kolejny człowiek sobie uświadamia to samo, i pomimo że ja to wiem i ona to wie, to jednak za każdym razem sprawia to jakąś nową radość...
kiedy człowiek zda sobie w końcu sprawę co w jego życiu jest najważniejsze i znajdzie tą jedną rzecz dla której poświęciłby wszystkie inne to coś w życiu sięzmienia, zmienia się perspektywa patrzenia, zmienia się wiele. zmienia się sposób myślenia, sposób działania. cholera, wszystko sie zmienia. dążymy wtedy tylko do jednego: żeby swoim zachowaniem czynić radość, przyjemność, żeby wszystko co robimy miało jakiś sens, a tym sensem była radość tej drugiej osoby...
niektórzy powiedzą że to nie ma sensu, że to zatracanie się, zamykanie oczy i zmniejszanie choryzontu, pryzmatu postrzegania świata.
niektórzy.
a ja powiem jedno: celem mojego życia jest miłość.
niedawno przeczytałem pewien tekst: "bo czasem jest tak że ostatnia miłość jest pierwszą, a pierwsza ostatnią". Leopold Staff to był ktoś. te słowa siedzą mi w głowie od 3 dni. odkąd wróciłem od Marty...
to ostatnia miłość, czasem tak jest że człowiek zdaje sobie sprawe z czegoś co tak na prawde jest dla niego oczywiste od dawna. z czegoś co siedzi w jego świadomości, w podświadomości, co zdaje sie takie codzienne. ale odkrywanie tego na nowo, tak jak ja teraz, sprawia wielką radość.
"Miłość jest dla większości z nas najważniejszym z odłamów naszej egzystencji, jej spełnienie największą radością. Dlatego też dla wielu ludzi jednym z głównych celów i marzeń jakie sobie stawiają jest odnalezienie miłości, prawdziwej, mocnej i spełnionej, takiej która sprawi że światełko uczuć w naszym sercu będzie płonęło jaskrawym i silnym płomieniem."- to kawałek mojej pracy na maturę ustną z polskiego. w życiu sie nie spodziewałem ze napiszę coś takiego.
a dziś o 17.58 po raz kolejny odkrywam jak bardzo ją kocham, jak wiele byłbym gotów dla niej poświęcić. i jak bardzo mi na niej zależy.
w sercu pali się świeczka. o imieniu Marta. Nie wieją tam wiatry północy, nie ma ujemnych temperatur. codziennie płomień pali się żarliwym ognikiem. co jakiś czas wybucha większą iskierką. dziś właśnie jest dzień iskierki.
kocham cię Martuś...
kilka drobnych słów...
jest styczeń. czas sesji. najgorszy czas dla studenta. najlepszy czas dla hołąjowej duszy. nie będę owijał w bawełnę (choć na dworze zimno) i powiem wam jedno. nowy rozdział w życiu hołaja właśnie się zaczyna. długi, ładny, uśmiech wraca tam gdzie być powinien a gdzie go dawno nie było. na hołajowe usta. notka krótka ale jakże ważna.
HOŁAJ SIĘ ZAKOCHAŁ !!
i choć na początku będzie cieżko i choć zawsze móiłęm zę miłość platoniczna to nie dla mnie i choć uważałem zę nie da żyćsię na odległość i choć takie zwiazki były dla mnie głupotą i masochizmem to mogę powiedzieć jedno.
Kocham Cię Martuniu!
zakochany debil :]
inspiracja z miasta wad... to jest K O O L O R SQUAD!!!
Tak tak, wczoraj w siedzibie Akademickiego Radia Centrum zagościło 3/13 zespołu Koolor Squad. Panowie w ponad półgodzinnym wywiadzie mówili o sobie, swoich inspiracjach, muzyce, koncertach, nadchodżacej płycie. Wszystko to okraszone dowcipami z miliona i jednej beczki, opowieściami o skarpetce i czerwonym kapturku. Panowie pokazali na co ich stać. Kreatywnośc, wariactwo i wielka energia. Tak, Koolor Squad już niebawem ogarnie całą Polskę :D
Śnieg, śnieg, śnieg, kto tyle tego gówna nazamawiał? przyznawac się, piździ jak nieszczęście, człowiek marznie, siedzie w domu ubrany w 3 swetry, bleh, zima to zdecydowanie niehołajowaty czas pogodowy... napadało tego od kija i jeszcze ze 3 suatki, zamarzło toto, śliskie, człowiek nogi sobie łąmie, jak na lodowisku się po chodnikach chodiz, nasi drogowcy oczywiście jak zawsze stanęli na wysokości zadania i wsyzstko odśnieżyli, miasto jest przejezdne...
zrzędzę. jak stara babcia. oj hołaj starzejesz się i zrzędzisz. definitywnie...
no i co? i sesja, najgrosze na koniec zostawiłem. co tu dużo mówić. sesja to nie jest to co tygryski lubieją najbardziej. sesja to to co nadejśc musiało. 6 egzaminów mnie czeka. nie podoba mi się to. znowu zrzędzę.
ja wam tylko powiem jedno: "jak ja to mam nie wiem wytłumaczyć sobie... co w głowie mam" [Koolor Squad] --> to tyle na temat mojej widzy ;]
następna notka przewidywana niebawem (krótszym niebawem niż ostatnio)
wasz uczący się debil
no dobra starający się uczyć :D
dobra, totalny sztamp. pisze o sylwestrze. co to się porobiło. dobry Boże :D
ale dobra nie kłapając jadaczką która i tak jest używana i tan nadmiernie wszystkim stworom i niestworom samych pomyślności w nadchodzącym 2005 roku :P i w tym co już się kończy czyli 2006 ;]
- wygranej w totolotka
- smacznej cebuli
- ruskiej czekolady na targach
- opon które dają 120 % przyczepność
- kobiet które nie narzekekają na los kobiety wykorzystywanej przez męskie szowinistyczne swinie
- kwwiiiiiiiiiiiiii :D
- mężczyzn którzy wynoszą śmiecie
- porannych śniadań z sadzonym jajkiem
- miłego fryzjera
- nieprzeciekającyh okien
- aby upadło radio maryja
- aby upadło radio maryja
- aby radio maryja nie zakłócało radia centrum :D
- aby upadło radio bez ryja ;]
- świeczek któe palą się po zdmuchnięciu
- nowej płyty mandaryny
- rozwodu dody i radusia
- mało śniegu w lecie
- wesołęgo alleluja
- słodkiego krupnika
- latających choinek
no to taki skrót na 2007 rok życzeń :D
moi drodzy wsiego dosiego w 2008 roku!
wasz debil ;]
od kilku godzin zasłuchuję się w jose gonzaleza- 'heartbeat'...
i bynajmniej tytuł może nieadekwatny do mojego stanu psychicznego, bo rany się pogoiły, ale zostaje jakaś mantra w sercu. szkoda, bo hm, coś się kończy, a myślałem i chciałem i miałem nadzieję na coś co się nie skończy...
'one night to be confused'... tak śpiewa szanowny pan jose. jakby ktoś nie kojarzył to ta piosenka z reklamy telewizorów sony (tej z piłeczkami kolorowymi) (ale zrobiłem kryptoreklamę na blogu :) sony jakoś zapłacić mi powinno :P ). hm siedziałem i myślałem, dnie płynęły, humor płynął pod prąd, ja płynąłem z prądem...
confusion. to dobry opis tego co było we mnie i jest jeszcze w sumie. jak to kiedyś na jednej transmisji meczowej powiedział pan komentator "bo zawsze pozostaje taka zadra po przegranej". no właśnie przegrałem z uczuciem. chyba? nie wiem, może to był walkower, a może z kosą na słonko rzut? nie wiem. 3ba porozmawiać. wyjaśnić. dłużej tak nie mogę...
chcę spędzić święta i sylwestra mając kogoś w sercu, wiedząc że mogę na kimś polegać, wiedząc że jak mały bezbronny pies będę mógł zmarznięty ogrzać się w ramionach mojej pani. chcę długiego związku, zaangażowania hołaj jest zwierzęciem uczuciowym, cholernie romantycznym. nie umie być samotny, nie chce, to go po prostu boli, nie daje sobie rady w takich sytuacjach. musi mieć jakiś powód by uczyć się do kolokwiuw, trenować, pracować i robić wiele wiele rzeczy dla których siłą sprawczą zawsze jest ta jedna jedna jedna osoba...
łzy? smutku? goryczy? żalu? nie wiem czego... ot tak.
maybe next time... maybe it'll be last try. maybe this dreamt time...
przepraszam że tak żadko piszę, ten blog jest jednak żywy, ożywa co czas jakiś, jak supernove pojawiające sie na niebie on rozbłyskuej co czas jakiś... często tu zaglądacie, piszecie na gg żebym wreszcie coś nabazgroił. bardzo mi pomagacie...
dziękuję wszystkim wam bardzo...
czasem życie bardzo boli, smuci, kuje w serce...
czasem nic sie nie chce, nic, zupełnie nic...
czasem siedzi sie , próbuje uczyć do kolokwium, choć i tak 3 dzień nic nie idzie zapamiętać...
czasem nie chce sie żyć...
dawno się nie pisało. natłok, bieganie. bałagan. powodów można wymieniać jeszcze dużo...
dziś będzie bardzo liczbowo:
- nie pisałem cały 1 miesiąc- wybaczcie, już się poprawię :D
- 3 tygodnie studiów- dały jak na razie w kość, siedzenie na uczelni od 9, 10 do 20. kiedy tu się uczyć i spać i jeść? a czasem chciałoby się jeszcze poimprezować, spotkać z kimś. ale co by nie było że tylko narzekam jak stara kumoszka na targu sprzedająca jajka, to powiem zę jest też fajnie. grupa fajna, paczka jeszcze lepsza, atmosfera milutka, niebawem idziemy na 'grupowe' piwo (nareszcie, bo grupa się lekko podzieliła, ale dobrze że wogle pójdziemy na to piwo całością grupy). w grupie ejst nas 3 chłopakó i 16 (albo 17 :P) kobietów. fajnie ;]
- poniedziałek 24.10.05.- koncert w graffiti- Abracadabra Gothic Tour- 4 zespoły, 4 godziny grania, fajnie.. co tu więcej mówić? Transmission, krótko ale milutko :D, Ziyo troszkę nie psaowali klimacikiem, a potem najlepsze: Artrosis i Closterkeller. Świetnie, widać zę te 2 zespoły to gwiazdy Polskiego formatu. Mam nadzieję że niebawem takżę światowego. Partie piosenek śpiewane razem przez Anję Orthodox i Paulinę Maślankę- po prostu bomba...
- chyba najważniejsze, ale ja najważniejsze zostawiam zawsze na koniec- 5 miesięcy. tak ku dokładności to 5 miesięcy i 1 dzień. tyle trwa najszczęśliwszy związek w moim życiu...
notki dawno nie było, a wy i tak wchodziliście w poszukiwaniu jej, więc teraz jak jest, to zapraszam do komentowania :D
rozkład hołaja na antenie RC:
- piątek 28.10.05.- złota rybka 0d 21 do 24
- niedziela 30.10.05.- poranek od 7 do 10
- sobota 05.11.05.- poranek 7 do 10
pozdros 666 :D
"nie będziemy pili, trzeba żeby państwo młodzi wódkę osłodzili"
dziś tak na odjazd zarzucam (fajne słowo :D, choć zapodaję brzmi jeszcze lepiej :D ) temacik mam nadzieję który rozpocznie tu między wami dyskusję niczym na forum o tym co najbardziej lubicie w ślubach, weselach. dziś i 15 jade na weselisko, dostałem zaproszenie jako os. towarzysząca Miriam. cieszę się, nie powiem, bo całe wakacje za mną weselisko chodziło, pojechać pobawić się. i udało się. to nic że ostatniego dnia wakacji, ale zawsze :D
"a kto z nami nie wypije niech pod stołem zaśnie"- no właśnie zdarzałop wam się przegiąć z procentami na weselu i mieć jakieś dziwne, zabawne czy głupie zdarzenia? czekam na szczere odpowiedzi ;)
życzę powodzenia, wracam w niedzielę wieczorkiem. bye bye
Czas leci, czas ucieka. Ostatnie kilka tygodni niemal wymazało mi się z życiorysu. Ale od początku... Uprzedzam poczytacie sobie. Mnie dawno nie było więc mam co opisywać, a was tu też dawno nie było więc powinniście mieć chęć na dużą dawkę hołajowych newsów :D
Chmiel. TAK ;] zupka chmielowa rullez ;]. I właśnie po to żeby ktoś mógł piwo pić Hołaj 2 tygodnie pracował na zbiorze chmielu. Kasa jest, satysfakcja że miastowy dał sobie rade z ciężką pracą na wsi też jest (dziennie nosiło się tam 4 tony chmielu). Jednak pobudka o 4.45 to nie to co tygryski lubiają najbardziej. Na 6 do pracy i potem aż o 20 fajrant. W domu przed 21. Kąpiel, sprawdzenie poczty, rozmowa telefoniczna i lulu. I tak przez 6 dni w tygodniu...
11 września- środek zbiorów, byliśmy dokładnie w środku chmielobrania. I koncert Iry i Londynu. Oj działo się działo. Dodać moje urodziny i dziesiątki życzeń od Was i dobrą muzykę i co najważniejsze spotkanie z Haszunią lepszego obchodzenia urodzinek nie mogłem sobie wyobrazić. Po tej niedzieli mam 2 wnioski: nie pijcie piwa irlandzkiego (smakuje jakby wam ktoś do perły dolał nescafe rozpuszczalnej), a po drugie: bokserki z kobrą i piżmo są super ;]
Jeszcze tydzień chmielu. W głowie myśl że to jeszcze 6 dni takiego zasuwania. Ale niby to też już połowa poleciała. Nomen omen udało się skończyć chmiel. I w dniu zakończenia zbiorów poznałem pana Henryka Smolarza (lista nr 10 pozycja 26). I od poniedziałku kolejna robótka. Tym razem w sztabie wyborczym. W sumie kasa lepsza niż na zbiorze no i nie musiałem wstawać 4.45 tylko 6.30. Ale pracowało się też do 21, jednak plakatowanie, rozdawanie ulotek, listów wyborczych i nagabywanie ludzi to znacznie mniej męcząca robota.
W piątek do radyjka. Złota Rybka. A jeszcze przed nią z wielkiego zaskoczenia spotkanie z moim słoneczkiem. Oj dodała mi sił co nie miara i choć ludzie zamawiali na rybce głównie smętne rzeczy to i tak Hołaja energia rozpierała.
A dziś. Tak dziś jest dziś- niedziela, 25 września 2005, dziś mija 4 miesiące odkąd jesteśmy z Asią, dziś moje serce jest szczęśliwe, zresztą jak każdego dnia, jak każdej chwili kiedy się o niej myśli. A myśli się dużo. Bo się ją kocha. Bardzo.
Dziś też wstało się po powrocie ze Służewca gdzie razem z Nią i 149,998 innymi osobami było się wczoraj na koncercie Stinga.
Godzina 14.45 wylądowaliśmy w Wawie na ulicy Puławskiej (przy której leży Służewiec). Zastanawialiśmy się po co tak wcześnie, ale już po chwili wiedzieliśmy że się opłacało wcześniej przyjechać, bo miejsce parkingowe mieliśmy tuż przy murze oddzielający m Służewiec od ulicy. Do bram wejściowych 5 minutek. A moi znajomi którzy przyjechali tuż przed 18 do Wawy samochód zaparkowali ponad 3 km od Slużewca, bo dopiero tam były wolne miejsca... Wchodzimy. Matko ile tam miejsca!!! Teraz wiem czemu tam tyle ludzi będzie. Miejsca mieliśmy z Asiunią bardzo bardzo dobre. Jakieś 50-100 metrów od sceny. Widzieliśmy 2 telebimy tak więc koncert zapowiadał się pysznie. Najpierw siedzieliśmy oparci o metalową barierkę (trochę niewygodnie w plecy, ale czego się nie robi aby mieć dobre miejsce), potem po małym posiłku, powrót na zaklepane wcześniej miejsca. I 18.15 na scenę wchodzi Makowiecki i jego BAND :). Do tego czasu przybyło wokół nas ludzi do tego stopnia że jak my staliśmy mniej niż 100 metrów od sceny to morze ludzi kończyło się gdzieś jakieś 500 metrów za nami. A to było mniej niż 10 tys ludzi. Atmosfera zaczęła się zagęszczać i bynajmniej nie z powodu tego że grał Makowiecki, bo leciały teksty na niego niezłe (widać że ludzie przyszli kogo innego podziwiać ;] ), a każdy się na maksa pchał... rozumiem że każdy che być blisko sceny, ale ludzie, co wam z tego że staniecie 5 metrów bliżej jak i tak Stinga na telebimie będziecie oglądać, bo na scenie to będzie tylko malutki ludzik... Makowiecki. Potem Kayah (widać że klasa sama w sobie, oj świetnie się wpasowała przed Stingiem i ludzi wpasowała w klimacik). I kilka minut po 21 pojawił się. No i cóż ja wam powiem. Nie pamiętam co grał. I bynajmniej nie dlatego że piłem coś, bo trzeźwy byłem, ale świadomość tego że się jest na takim koncercie... Sting to klasa. To zdanie może być oceną całego koncertu. Grał i śpiewał świetnie (wcale nie widać tej 50 na karku).
Choć dla wszystkich było zdziwieniem że nie zagrał „Send Your Love” czy „Englishmana”, ale był sms, Roxane i wiel innych. Generalnie zagrał bardziej energetycznie, a ja osobiście spodziewałem się bardziej delikatnego grania. Choć koncert wgiął mnie w ziemię. Było po prostu cudownie... No i z Nią...
Już zaraz kończę. Jeszcze kilka linijek :) doczytajcie do końca :D
W międzyczasie wystrojony pan w garniaczku powiedział że aby ludzie mogli szybko wrócić do domów po koncercie będą czekały na nich 3 (słownie TRZY) tramwaje :). To się musieli ścisnąć :D. My też musieliśmy czekać przy samochodzie zanim odjechaliśmy aż całą ta gawiedź troszkę się rozejdzie (a nomen omen widok zapierający dech w piersiach, jak taka wielotysięczna fala ludzi idzie ciemnymi ulicami, oświetlona tylko latarniami...). w międzyczasie pogadaliśmy z ludźmi z Poznania. Wsiedliśmy do naszej srebrnej strzały. Przemek jechał bardzo spokojnie. Asia zasnęła mi na kolanach. Dojechaliśmy koł0o 2 do Lbn. Obudziłem się dziś o 9.15...
Notka długa, ale czytajcie, komentujcie... Powiem tak jak Kayah podczas swojego występu: mam nadzieję że was nie zanudziłem :D
co ja mam powiedzieć? dziś 11 września, któraś tam rocznica tragicznych zamachó na WTC... ble ble ble. wszyscy to dziś usłyszycie. ale w sumie niezłądate mam na urodzinki bo wszystkim ona przypomina o mnie. usłyszą w wiadomościach o WTC i wiele osób olśnienie: o kuba ma urodziny :D. i nagle zaczynam dostawać mnóstwo smsków. zieja ;]
co ja mam powiedzieć? hm dziś o 21.57 stanę się o rok starszy i zostaną już jedyne 365 dni do tego żebym przestał być nastolatkiem. Asiunia Hasiunia powiedziałaby: głupecek, Pruszek pewnie powiedziałąby: dobrze ci tak a Ptysiak powiedziałaby: jeZzzu
i wszystko to się zgadza. Hołajowi przybyło rok na karku i jest jeszcze starszą dupą niż był dotychczas. możecie się cieszyć albo smucić, bo w końcu to rok bliżej do tego żebym kopnął w kalendarz :D
nie czuje sie staro, ba co więcej ja zawsze będę zwariowanym dzieckiem :D
hołąj z reguły jest, był i będzie wiecznym debilem :D
jedno czego bym chciał to żeby mnie coś nie rozjechało przez ten rok i żebym za rok miał was wszystkich koło siebie, a więcej znajomych też nie zaszkodzi ( :D ) i żeby Ona dawała mi zawsze tyle radości i ciepła jak teraz...
baju baj :D
Bo kiedy frytki rosną na drzewach to gasną zielone światła... Postnormalistyczny okres dobrego humoru nadszedł pełną parą (niczym lokomotywa na stacji w Ustrzykach Dolnych)...
Każda kaszka manna powinna mieć 4 nogi, bo wtedy aromat ryżowy unosi się w powietrze z trzynasto i ćwierć szybszą prędkością. Kiedy paliwo na stacji benzynowej smakuje jak konfitury babci wyjedźcie jak najszybciej na Alaskę. To oznacza że niedługo Polskę zaleje inwazja ptaków DoDo (DoDo nie tuman nie dał się wytępić :D ).
Każdy kij ma 2 końce. Niektóre kije mają końców, ale to są dewianci w kalibrze Romana Giertycha. Tylko szczotki mają jeden koniec. No i Kwaśniewski też ;]
Wczoraj uderzyła mnie huśtawka, wybiegła zza rogu jak spałem na krawężniku i zaczęła mnie trepować, ale szybką jej oddałem (nie ma to jak piłka do metalu w lewej skarpetce) ...
Ah te meble. Nie wiem czy to ja się starzeje czy latarnia większe się robią. W ogóle zmieniają kolory. W dzień są szare a w nocy świecą. Napromieniowane jakieś czy co? Efekt Czarnobyla działa...
Wczoraj jeden z południowo-afgańskich wojowników o wolność Osamy Bum Bum Lądownika zestrzelił kolejnego Boeinga firmy lotniczej „Gratowate Samoloty- Latamy Szybko, Często Spadamy Do Morza”. Tym razem reklamówka firmy się nie sprawdziła. Spadli na środku pustyni. Ah jak sie Talibki ucieszyły jak im spadło 50 ton mięsa dla kotów na środku pustyni... a pomyśleć że on strzelił do tego samolotu wyrzutnią na stare pampersy.
A teraz na poważnie. Ten dobry humor nie wiem z czego wynika. No dobra wiem. To dzięki NIEJ. Jak widać głupie limpowe uczucia kierują nim zawsze kiedy zakochany jest. I jak widać chyba wychodzi mu to na dobre, bo dawno nie miałem w sobie tyle energii, tyle chęci do czegokolwiek, nawet do tego żeby codziennie się budzić i wstawać z łóżka (golić się nie muszę, Bo ONA lubi jak drapię :D ). Rok szkolny... eh wszystko będzie dobrze, ja to wiem i ona też. I tym się trzeba kierować :D
Wszystkim którzy w tej chwili gdzieś pomykają do szkoły (pierwszy dzień do szkoły, bleee....) mówię pointę na całe 10 miechów:
1 września? Pierdole, przestawiam kalendarz na lipiec!
Dacie rade moi mili!!
Za miesiąć bede to samo do studentó mówił :D:D
a BTW: CRZĄSZCZYRZEWOCZYCE powiat ŁĘKOŁODY :D:D
co ja mogę napisać? dziś jest dla mnie szczególny dzionek, kilka godzin temu, gdzieś koło godziny 16 dokłądnie 3 miesiace temu rozpoczął siępiękny związek który trwa i będzie trwał jeszcze długo a możę i na zawsze. Nic dodać, nic ująć. Po prostu kocham cię Asiu :*
Dzisiejszy dzień jest piękny. Jest po prostu piękny. Dzisiejszy dzień jest ukojeniem dla mojego serca, Ty jesteś takim ukojeniem. Dziękuję. Za uczucie, za to że jesteś. Za wszystko. Za stateczek z czarnym żagielkiem :*
Dziś chce mi sie mruczeć. Dziś jestem misiem. Zawsze byłem dla ciebie misiem i będę. A z okazji tego cudnego dnia nowy okazjonalny zakochany szablon...
Od misia dla Asi :*:*
K.C.
Był smutek. Było cierpienie. Była tęsknota. Był dół. Było załamanie nerwowe. Był brak chęci do wszystkiego. Było wszystko to co sprawia że człowiek gaśnie, że nie chce mu się żyć. Byliście takżę wy: Ptyś, Pruszek, Pollek. Kamila, Krzysiek, Królik, Agata, Stefan, Kacha, Deed, Renifer...
I była ona
I jest ona
I ona będzie...
Dzisiejszy noc była wyjątkowa. Pełna smutku, wrażliwośći, rozmyślań, łez, nadzieji na lepsze jutro.
Dzisiejszy potanek był uzdrowieniem. Wlała we mnie ponownie radość, wiarę, wypędziła tęsknotę, powiedziala że wszystko jest ok. Właśnie tego potrzebowałem.
Wraca dziś...
A ja jak obiecałem wiersz, tak go daję. Wiersz, który w tym momencie pasuje idealnie do tego co chciałbym jej powiedzieć, który idealnie opisuje moje uczucie wobec niej. Wiersz autorstwa młodego lubelskiego poety, zdolnego fotografa Krzysztofa Ożóga. Publikacja za zgodą autora:
Gdy wstaje karmazynowy świt
Serce me, ku Tobie się wyrywa.
Tej jedynej, którą kocha, której potrzebuje,
Której oddech, jak wiosenny powiew,
Budzi zmysły, te najbardziej namiętne…
Te, których się nie ujawnia, te,
Które tylko Tobie są znajome,
A nawet mi obce, nieprzebyte,
Jak ocean pełenmych myśli o Tobie,
Gorących, spragnionych…
Jak pustynia, co o deszcz błaga.
Gdy wstaje karmazynowy świt,
Słońce swą wędrówkę zaczyna,
Samotną, bezszelestną,
Niczym róża, gdy swe platki
Rozchyla, tak piękne, tak nasycone
Zmysłowością, tak delikatne…
Gdy wstaje karmazynowy świt,
Serce me, ku Tobie się wyrywa…
Właśnie tak ją kocham. Bez reszty. Całym sobą. Zawsze.
Komentujcie.
nie chce mi się, choć się staram, choć się bardzo staram, choć się nie poddają, to nie chcę mi się żyć...
po tegorocznych wakacjach znienawidziłem wakacje...
kiedy człowiek traci największą miłośc na 2 miesiące to odechcicewa mu się żyć, odechciewa mu się robić cokolwiek, jeść, wychodzić z domu, golić się. nic się nie chce, odlicza się tylko dni, skreśla je na specjalnie narysowanej kartce, pod dniami skreśla się pojedyncze godziny a minuty liczy się w głowie. bo na kartce nie było mniejszych kratek... tak wyglądają całe dnie...
w chwili obecniej pozostało jeszcze jakieś mniej wiecej 4,5 dnia, co jest równe ok 106 godzinom, czyli 6360 minutom...
bo tak naprawdę nie wiem kiedy ją zobaczę...
dodane w niedziele o 22.47:
po dzisiejszym dniu powiem tylko: ... mać!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
To gospodarka oparta na gibonach, żyje się raz oby nie za a krótko, to tylko dla tych którym problem sprawia duplo... Tak to piosenka duetu POE, co dziwne jest to hip hop, który bardzo mi przypadł do gustu. W ogóle ostatnio podoba mi się hh, ale nie tani taki jak 1-8L czy Ascetoholix czy shit w tym stylu. Antylogika (http://www.antylogika.prv.pl/), POE, Red & Spinach, korka radyjko jednak rozwija i to bardzo. Co więcej notka będzie trochę recenzją muzyczną, ale skoro mam pisać, a muza mi w głowie, to będzie o muzie... Tak Roisin Murphy- zna ktoś? Mam szczerą nadzieję. Wokalista Moloko ze swoim nowym albumem. Genialna płytka. Gorąco polecam. To jest odpowiedź na to jak ważna jest Roisin w Moloko. Ano bez niej Moloko by nie istniało. Co więcej niebawem nowe Stonesy. Dziadki po 60 lat a nagrywają płytę i ruszają w roczną trasę koncertową. Sex, Drugs & Rock’n’Roll to jednak chyba życie które daje wigor nawet w latach starości... :D Nowe Goryllki oczywiście mam nadzieję każdy słyszał :). Bo płytka odmienna od pierwszej i potwierdzająca klasę tejże grupki. No i co jeszcze? Vavamufin i Jamal, dla fanów reggae i bouncu w tym stylu genialna muza... A tak poza tym to oczywiście muszę wam zareklamować LONDYN (http://www.resetnet.pl/~mer_lin/Londyn/), bo jest to zdecydowanie najlepsza lubelska grupa. Takiego rocka dawno nie słyszałem. Kiedyś obiecałem sobie że ich wypromuję. I tak się stanie, za wszelką cenę rozsyłam ich mp3 gdzie tylko się da :D Jeśli jeszcze ktoś z was nie wie, nie słyszał jeszcze tego co gra LONDYN, to na komentach proszę zostawiać maile swoje, będę rozsyłał wszystkim chętnym :D
Dawno nie pisałem... Heh szkoda się przyznawać, ale strąciłem chęć, bo miałem piękne plany wyjazdowe, a wszystko spaliło na panewce. Jednak już jest dobrze, już mi moje kochanie pocieszyło i vampir w nowych okolicznościach wraca do gry. Ano właśnie gry. Od 3 dni czuję się jak dziecko, znowu. Choć Asia powiada: „limp masz 19 lat nie zachowuj się jak dziecko”, to ja chyba na zawsze zostanę dużym dzieckiem. Cóż powalenie zostaje chyba dożywotnio :D Wszelkie głupie zachowania (a jest ich moi drodzy (właśnie moi drodzy- zboczenie zawodowe, ten zwrot to antenowa konieczność :D ) takich zachowań jest bez liku), zazwyczaj są komentowane przez moją księżniczkę bardzo prosto: „głupecek” lub „limp ty małą cholero” :D Tak czy małą? Bo cholera to na pewno :D słotkie :D
Za wiele dróg za wiele marzeń, za wiele obiecanek za wiele skażeń, za wiele myśli za wiele obaw, za wiele próśb, przysięg i kłótni, za wiele spotkań, całusów i kwiatów...
Nie wiem do czego to się odnosi, chciałem dać wiersz, ale może następnym razem który już zapewne teraz będzie rychły. Moi drodzy (znowu nawyk :D ) bo mam znowu energię. Nie wiem, jakoś jak Asia jechała to bałęm się tych prawie 3 tygodni tęsknoty. I tęsknię, tego nie da się ukryć, ale chyba jej 2 wyjazdy już mnie trochę uodporniły, bo tęsknota jak wiecie jest bolesna. W życiu się nie spodziewałem że będąc tak zakochanym wakacje spędzę na tęsknieniu, odliczaniu dni, skreślaniu na karteczce godzin do czasu kiedy znowu ją zobaczę...
Tak wiele spalonych mostów, tak wiele bólu i cierpienia, tak wiele niewczorajszych myśli, tak wiele oddechów, tak wiele wszystkiego, tak wiele myśli wykopuję z umysłu...
Tak wiele dzieje się w życiu a wszystko oddałbym dla niej. Tak wiele dla mnie znaczy...